W domu byłam dzisiaj o 10, umyłam się i... poszłam na zajęcia. Tak przykładny uczeń robi po 15 godzinach jazdy pociągiem z konwentu nocą (+ zacne "niespodzianki" ze strony PKP). Oczywiście nie zrobiłam tego z własnej woli, a z polecenia siły wyższej. Dziękuję ci tato. Myślę że ta godzina spania i pochłaniania Tuc'ów na fizyce uczyniła moją wiedzę większą.
A co do Magni.
Polska nie była gotowa na Expo.
Miohi także nie było gotowe na Expo.
Róbcie ludzie to co wam wychodzi, a nie łapiecie się za nie swoje chuje.
Zacznę może od podróży na konwent. Po tygodniowym panikowaniu z racji "o Boże, nikt ze znajomych nie jedzie, z kim ja pojadę pociągiem?!", z pomocą pewnego zacnego złotowłosego jegomościa (dziękuję Lenny), znalazłam wreszcie grupę do której mogłam się podczepić. Dwie godziny trzymania przedziału i szczekania na babcie, że miejsca zajęte, zleciały szybko. Od Szczecina, podróż z nowymi towarzyszami była ciekawa. Już nigdy nie spojrzę na budyń (czy powinnam to teraz pisać z dużej litery? xD) i Lelolucha tak samo... Pozdrawiam serdecznie pięć zacnych niewiast z którymi noc dzieliłam w jakże przestronnym przedziale pociągu do Krakowa C:
Konwent zaczął się oczywiście od chaosu i obsuwy, no ale. Nie chcę mówić, że ssał totalnie... A, wróć, za późno, już to powiedziałam. Pomijając epicki kabaret, który przywołał mi wspomnienia z mojego pierwszego konwentu i cosplay, w którym poniekąd brałam udział, na żadnej atrakcji nie byłam. A, i czuję się niedoceniona. Jak moje wąsy mogły nie wygrać! xD (W tym miejscu gromki aplauz dla naszego występu na cosplayu. Kochani, byliśmy tacy zajebiści, że aż się wąsy odklejają!)
Honor konwentu uratowała Endżii, z którą już tradycyjnie spełniłam obowiązek konwentowy i zmęczyłam się na DDR. Dziękuję ci za to kobieto, moje schabiki także.
No i na moje szczęście, na konie spotkałam wszystkie mordki za którymi tęskniłam od ponad pół roku. Czy powinnam wymieniać, bo tak wiele was było. Począwszy od mojej konwentowej rodziny, poprzez starych znajomych, psy, tostery, włoszki, niemce i te takie tam inne, tych z którymi razem występowałam kiedyś, a także tych których imion nigdy nie potrafiłam zapamiętać, kończąc zaś na tych nowych, których mam nadzieję nie zapomnę.
Podróż powrotna była jeszcze ciekawsza, więc ograniczę się do kilku epitetów, bo co poniektórzy już zdążyli się dzisiaj i wczoraj nasłuchać ode mnie narzekań C: Opóźnienie, ścisk, gorąco... (ino ano i shappanie po kątach).
Podsumowując, żadnych nowych wniosków konwentowych ani nauk nie wysnułam podczas tego wyjazdu, a stara prawda potwierdziła się. Na konwenty jedzie się dla socjalu, nie liczy na organizację, a jedyną atrakcją, na jaką się idzie, jest cosplay, bo prawdopodobnie się na nim występuje, lub nie ma się nic ciekawszego do roboty.
Ostatecznie, nie żałuję ponad 30 godzin łącznie w pociągu C: Dla zabawy ze znajomymi, warto. Nawet jeśli nie wszyscy się pojawią.
Koniec.
A jutro eliminacje! Nie chcę jechaaać ; ;
Plany
30 maj - 1 czerwiec : Wrocław
30 czerwiec - 8 lipiec : Рівне -> Київ -> Świnoujście C:
9-20 lipiec : Hiszpania (warsztaty w Barcelonie fak je!)
21-22 lipiec : Balcon
1-3 sierpień : WOODSTOCK!
3-? sierpień : Party hard u Duśki (coś koło Wawy i tak nikt nie wie gdzie)
10-26 sierpień : KRAKÓW! (Krakon -> tydzień siedzenia u ludzi xD -> B-4)